- Rzeczywiście nie.

ci kłopotów, jeśli...
- Tak, znam kobietę, która kocha moje dziecko jak własne. Potrafi doprowadzić mnie do szaleństwa jednym dotknięciem. Kocha się ze mną tak, jakby nie było jutra. Nie pojmuję jednak, w jaki sposób potrafi zapanować nad emocjami i usuwać je na margines, kiedy chce, a potem znowu do nich wracać - mówił wzburzonym tonem.
- Nie jesteś! Jesteś najwspanialsza na świecie! - Głos uwiązł mu w gardle, dopiero po chwili mógł mówić dalej. - Nie wstydzę się ciebie. Wściekam się, bo wiem, jak tego nienawidzisz. Zawsze potem chodzisz nieswoja, masz smutną twarz. Najgorsze, że robisz to dla mnie. Jak mam się czuć, kiedy wiem, że z mojego powodu pozwalasz różnym facetom... - nie mógł dokończyć zdania.
- Tak, milordzie. Oczywiście upewnię się, że wino jest przechowywane w
Ukłonił się lekko.
Klara położyła dziecko do łóżeczka, okryła je i pogłaskała po główce. Potem pocałowała Bryce'a na powitanie, a on odwzajemnił pocałunek, pragnąc odegnać czarne myśli. Powtarzał sobie, że ją kocha i nie dba o nic, lecz to nie była prawda.
- Myślisz, że dostaniesz się po czymś takim do akademii policyjnej? Z wyrokiem? A dostaniesz wyrok, Victorze. Rodzina St. Germaine ma duże wpływy w tym mieście.
- A wysłuchałbyś mnie? Ona chciała osiągnąć to samo co Portia i Katey. Pragnęła mieć dom i rodzinę. Nie sądzę, by przywiązywała wielką wagę do tego, kto jej to zapewni. Gdybym znała ją lepiej, pewnie w ogóle bym ci jej nie przedstawiła, lecz ty zaraz się z nią ożeniłeś. Jak sądzisz, dlaczego z tym zwlekałam?
Znowu się zawahała.
że brakowało tylko dzioba, by obraz był pełny. Lucien nie zdążył jednak rzucić kolejnej
A wszystko dzięki cudownemu tacie, który wyczarowywał dla niej ten magiczny świat. Kiedy był blisko, nie mogło zdarzyć się nic złego. Przy nim czuła się bezpieczna i wyjątkowa - najbardziej wyjątkowa na całym świecie. Nazywał ją swoim małym skarbem i choć określenie to wydawało się jej trochę za dziecinne dla panny, która miała wkrótce przejść do drugiej klasy, choć obruszała się, ilekroć zwracał się tak do niej przy ludziach, w gruncie rzeczy bardzo je lubiła.
- Tylko chwileczkę - powtórzył spokojnie i wskazał na swój gabinet.
łajdaka.
Zastanawiał się przez chwilę, czy wyznać jej, że już znalazł kobietę, którą chciałby

zatoki, miał dziwne poczucie ograniczenia.

- Tak. Thompkinson wyciągnął ją stąd jakąś godzinę temu, gdy zauważył, że wraca
- Ten człowiek doprowadza mnie do szaleństwa.
Nieoczekiwanie wybuchnął wesołym śmiechem.

- Milordzie...

Wróci teraz do domu, przypnie Kahlemu smycz, a potem wyciągnie
- Pan Gardner?
- Więc to tu będziemy mieszkać? - zapytała, kiedy wyszli z windy, i podążyła za nim po eleganckiej, marmurowej posadzce.

- Nie trzeba, milordzie. Rose doskonale sobie poradzi.

zmarszczeniu brwi Matthew. No i dobrze.
- Może.
talenty do korygowania rzeczywistości, by obciążyć ojczyma.